
O Bluebell przeczytałam po raz pierwszy małą wzmiankę w brytyjskim Harper's bazaar. Zapach księżnej Diany i Kate Moss. Angielskie łąki zamknięte w przejrzystej butelce z początku epoki. Długo nie mogłam znaleźć testera.Po roku, przy okazji uzupełniania zapachów, zamówiłam niewielką próbkę za 12zł na iperfumy. Bluebell rozpakowałam jako pierwszy z zapałem małego chemika. I jakież było moje zdziwienie i rozczarowanie kiedy ten perfum mimo wielkich oczekiwań tak bardzo mi nie podszedł. Pierwszy wdech bezpośrednio po rozpyleniu przyniósł cudowną świeżość goździków o chłodnym poranku, ale zapach bardzo szybko (no mniej niż w pół minuty) przemienia się w dusząco stęchłą woń przypominającą suchą karmę dla psów z dodatkiem kwiatów. Zgaduję, ze ta karma to nie do końca udany mix hiacyntów z konwalią :( a szkoda, bo to połączenie miało naprawdę duży potencjał. Pierwszy raz zmywałam zapach z nadgarstka. Podobnie zakończyły się dwa kolejne podejścia.
Nie odradzam zakupu perfum. Opinie dodałam ku przestrodze, zachęcając do wcześniejszego przetestowania testera/próbki przed nabyciem pełnowymiarowej butelki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz